Archive for the ‘Opowiadania’ Category

Nie ma już zatrzymania rozpędzonego pociągu w biegu, z szeroko otwartymi oczami obserwujemy zmieniającą się rzeczywistość wokół nas i powoli wszyscy żegnamy się z przekonaniem, że stare układy, systemy porządki wrócą. Nie wrócą. Świat nabrał tempa i dojrzał do zmian, wszechświat się niecierpliwi i wymusza na nas tzw. ogarnięcie się, bo czasu już nie ma na leniwe przeciąganie się w łóżku. Każdy już widzi, że nie da się uciec przed tym co idzie i trzeba po prostu spojrzeć otwartymi ze zdumienia oczami na to co widać już gołym okiem.

A co widać? Widać wszystko co wypieraliśmy ze świadomości, co ukrywaliśmy przed sobą i przed innymi, widać mechanizmy, które nami sterują oraz skąd się wywodzą. Największym oponentem w tej grze zwanej obudzeniem się do prawdy o sobie i naturze rzeczywistości- jest lęk. To co teraz najbardziej będzie w nas uderzać, to to przed czym uciekaliśmy całe życie, odpychaliśmy, bądź jak sądziliśmy dawno wyeliminowaliśmy z naszego życia, spychając jak najgłębiej i wmawiając sobie, że już nigdy nie wróci. Jak się okazuje na te czasy to już nie wystarczy. Nasze pierwotne najbardziej podstawowe lęki, te które zbudowały większość naszych asertywnych zachowań w życiu, te które ugruntowały nas w rzeczywistości walki-obrony, teraz zostają bezpardonowo obnażane. Nie ważne czy jesteśmy gotowi czy nie, zasłony w ciemnym zakurzonym pokoju zostają zerwane a my stajemy z szeroko otwartymi oczami przed naszym strachem….i już nie ma gdzie go upchać, po prosu się nie da. Każda próba wyparcia, że to tam było, jest i ma wpływ na mnie będzie się kończyć boleśnie, bo dziś uczymy się szybciej. Na maruderów nie da się już dłużej czekać. Wszechświat naciska i napiera, tupie ze zniecierpliwienia. Dlatego to czas wielkiej odwagi, odwagi serca, by spojrzeć na własne największe lęki- trzeba być gigantem, gigantem wiary, miłości, uczepić się i utwierdzić w świetle tak mocno, że gdy to co trzymało nas w szachu i ścisku przez lata wywierając zbrodniczy wpływy na nasze życie zostaje bezwładne, bezsilne, pokonane. Cokolwiek to jest dla ciebie- to dziś już nie ma mocy- ty musisz tylko przestać to dokarmiać swoim lękiem. To miraż przeszłości- nie ożywiaj go -przywołaj raz, by ostatecznie zaprzeczyć jego władzy i postaw kropkę, nie oglądaj się za siebie więcej. Dzięki Bogu nie jesteśmy w tym szambie sami, wiedziało o tym zawsze i wie twoje wyższe Ja, twoje części siebie niecierpliwie czekające na uściśnięcie ręki własnej, oraz wiele istot, które są z nami związane w tej podróży do światła. Dlatego się mówi, że teraz wszelkie okoliczności sprzyjają, że teraz każdy, każda dusza ma szansę jakiej nie miała nigdy, by przejść przez swoje osobiste piekło, z pomocą, pomocą ludzi, i istot duchowych, Boga. Wiele, wiele ludzi budzi się i wchodzi po drabince wyżej rozumiejąc i widząc więcej i wołają i podają rękę tym, którzy idą za nimi, i tak idziemy podciągając się wzajemnie i to są te fale, my jesteśmy tą falą światła odbitą w nas.
Brzmi to wszystko wzniośle i cudnie, ale gdy przyzna się do szamba, w którym tkwimy wewnętrzny ironiczny gość się budzi- i dobrze, uprzytomni nam, że trzeba się spieszyć. Mikro-makro, góra-dół, spójrzmy co się dzieje w skali świata na poszczególnych kontynentach w państwach – to jak indywidualni ludzie z uzbieraną karmą, która teraz wypływa i ukazuje co jako kolektywna grupa świadomość w jakiej części świata mamy do przerobienia. Jakie są słabe punkty, jakie pułapki, na czym się potykamy, co wypieramy, kogo winimy najczęściej a kogo gloryfikujemy za bardzo? Wszystkie te mechanizmy widać teraz na scenie politycznej w państwach, w Europie, w Stanach Zjednoczonych. Ulega zmianie cały paradygmat celu życia, sposobu życia, cały system. Lecz nie jest to przesądzone w konkretach, nie ma procentów, nie ma gotowych odpowiedzi i już zaklepanych wersji rzeczywistości, poza jedną- idziemy w stronę zmian, obnażania prawdy o nas i wszechświecie, idziemy w stronę światła i dobra- trzeba to sobie jasno powiedzieć. Różnice w świadomości i sposobach postrzegania na tym poziomie są jeszcze tak wielkie, że stąd ten chaos przepowiedni, widzenia, czasoprzestrzeni, i coraz to nowych wizji. I każdy widzi, widzi poprzez pryzmat własnej świadomości, bo można widzieć tylko poprzez to co ciebie stanowi, więc nie obrażajmy się na jasnowidzów (chyba że na tych co umyślnie chcą wprowadzić nas w błąd ale to nie jasnowidze lecz kolaboranci). Rzecz w tym, że nic nie przychodzi bez wysiłku, chęci i starań, a teraz kiedy największe szambo zalewa nam podłogę nie czas rozpaczać, że śmierdzi, tylko trzeba łapać za szmatę i robić aż do utraty tchu. Bo teraz widać kto ile śmieci nazbierał, ile wepchnął głęboko do piwnicy…. Sytuacje, przed którymi będziemy stawać będą takimi, na które z reguły ciężko się przygotować, będą z rodzaju takich, gdzie powiemy- nie sądziłem, że to jeszcze wróci do mego życia, nie wierzyłam, że to może mnie spotkać, bądź nie mogę uwierzyć, że coś takiego się dzieje! A jednak dzieje się i będzie działo właśnie dopóty dopóki nie wypowiemy definitywnie- wierzę, i już się na to nie godzę, już dość, wystarczy. Czasem trzeba wziąć głęboki oddech i zanurkować głęboko w g… żeby dobrnąć do zatyczki i spuścić szambo. To trochę proces podobny do odstawienia nałogu u uzależnionego, z początku zalewa nas efekt przerażenia, pot, strach, wszystko co najgorsze, ale dziś światło pcha się oknami, pod drzwiami a nawet kominem żeby pokazać, że to już nie straszy, że to tylko cień, który musisz mieć odwagę oświecić światłem miłości – przytulić siebie, który się boi, a potem poczuć swoje bezpieczeństwo…….. Bo co gorszego może cię spotkać i bardziej skrzywdzić niż własny lęk przed czymś co urosło do rozmiarów monstrum. To właśnie ten lęk steruje naszym życiem i raz za razem pakuje nas na manowce, to przyczyna naszych problemów. Wydaje się już, że nie potrafimy funkcjonować bez lęku……tymczasem jest to największe oszustwo w dziejach. Ale do rzeczy. Teraz ukazuje się najtrudniejszy odcinek, puszczenie starych mechanizmów, ale najpierw poznanie co leży u ich podstaw. Czyli zajrzenie do paszczy potwora. Bez wyczyszczenia wadliwych programów nie będziemy wstanie wyjść, bo wibracja lęk-atak- samoobrona wrzuci nas z powrotem w stare układy, systemy myślowe i gierki, których już nie chcemy więcej doświadczać! Stąd to co teraz ukazuje się naszym oczom tak przeraża, żebyśmy nie mogli już dłużej zaprzeczać samym sobie i temu, że jednak w pokoju śmierdzi.
Ci co widzą i mają serdecznie dość i chcą widzieć, zakasują rękawy i otwierają szeroko okna, łapią się za głowy w zdumieniu, ale po to tu jesteśmy w tym czasie. Żadna jedna dusza nie jest tu dziś z przypadku i każda ma olbrzymią szansę na wielkie rozświetlenie czyli oświecenie, na zrozumienie i w końcu na nowy lepszy rozdział. Bo zapewne niejeden z nas ma wrażenie, że ten ciągnął się niemiłosiernie długo. Stąd ten rok to nie czas relaksu ale sprzątania, podważania starych zasad, i otwartych umysłów na nowe ustawienie mebli w mieszkaniu, wywaleniu tego co zagraca. Jak to będzie odczuwane – dla każdego inaczej, ale punkty wspólne są dla wszystkich – generalne porządki, przyjrzenie się mechanizmom i akceptacja, pogodzenie się z tym, że jest źle ale już dłużej być tak nie musi, potem odważnie mówimy nie może i nie będzie! I ustanawiamy nowy paradygmat rzeczywistości. To z naszego punktu, ludzkiego, wolne tempo, krok za krokiem, od słynnego już roku 2019 poprzez 2020 poprzez 2021 itd…..To proces. Ba! zaczął się znamiennie ponad 2000 lat temu. W świecie duchowym to chwila, to cudowna podróż i przemiana, tu to robota w przysłowiowym g….. ale zaszczytna 🙂 🙂 :). Uff ironia czasem pomaga zbić patos. Ale cóż to prawda. Zależy z jakiego wymiaru oglądać to tu i teraz, cel jest ten sam, lecz prędkość, odczuwanie w czasie i osobiste doznania dla każdego nadal pozostają indywidualne. Jako kolektyw ludzki z pewnością stoimy na progu wielkiego szoku – przebudzenia- bo nie oszukujmy się, odkryliśmy dopiero wierzchołek góry lodowej i wielu już próbuje go zakopywać z powrotem w lęku, że odsłoni się ogrom ohydy i że będzie chaos panika i że sobie nie poradzimy. Znajomy mechanizm wyparcia czyż nie? Ale właśnie sobie wyjaśniliśmy, że on już nie działa i nie ma prawa działać, gdyż jedyne co daje to przedłuża agonię i cierpienie. Czas nadszedł, czas odwagi osobistej, duchowej, moralnej, odwagi serc- by spojrzeć na ogrom ohydy i uznać, że to się wydarzyło, bez spojrzenia w tę stronę nie da się posprzątać!!! A jeśli nie chcemy posprzątać, nie możemy budować naszego lepszego świata w tym samym szambie, więc tak, chcemy poznać prawdę, niestety czas wytrzeźwieć mówi się do alkoholika i przetrwać bez picia widząc efekty życia w amoku….. Potem będzie lepiej. Ale najpierw trzeba ogarnąć bałagan- który właśnie oglądamy. Miejmy nadzieję i módlmy się o to, by ten proces odstawienia i wychodzenia na prostą był szybki i bezbolesny, byśmy mieli tak silną wiarę w lepsze jutro i taki wstręt do starych mechanizmów, że już nigdy po nie nie sięgniemy. I właśnie po to teraz jest ten ogrom ohydy, który wychodzi na jaw- byśmy już naprawdę nigdy nie chcieli sięgać znów po te butelkę. A dopiero potem będzie można zacząć budować dalej. Ale to co podtrzymuje chorego w czasie choroby najbardziej to nadzieja – to dlaczego warto żyć, wyjść z ciemnej dziury…. Snujmy więc plany o naszym wspólnym lepszym świecie. I tu znowu widzący i channelingowcy racje mają nawołując nasze dusze do snucia pięknych marzeń, bo to właśnie one będą naszą arką, one zabiorą nas w podróż do takiego świata jaki gdzieś na dnie serca zawsze wiedzieliśmy, że istnieje i jest prawdziwy. Już nie gorycz i rozżalenie, nie ironia powinna wieść prym ale wiara, że to co dobre to nie naiwność ale siła. Wszak nieśmiertelnymi dziećmi jesteśmy wiecznotrwałego Ducha. Nie to ni tamto, ale prawda jest zawsze do odnalezienia w nas. I pamiętajmy, że nikt nie ma nad nami władzy, i dopóki w to wierzymy jesteśmy w istocie Wolni i Niepokonani.

Raj na Ziemi

Author: Magdalena Janczewska

Karina stała na urwisku nad brzegiem morza, wiatr rozwiewał jej długą suknię i szarpał włosami, łzy wielkie jak groch płynęły niepohamowanym strumieniem po twarzy. Czy była tu po raz ostatni? Miała nadzieję, że tak, choć jednocześnie okruchy żalu w niej lekko pobrzmiewały. Obejrzała się za siebie. Już po nią biegli. Mężczyźni uzbrojeni w domowe narzędzia, rozwścieczeni, schwytali co mieli pod ręką, teraz byli gotowi na wszystko… Z boku wyglądało to groteskowo, bezbronna kobieta nad brzegiem poszarpanej żywiołem skały i banda ‘dzikusów’ z łopatami, grabiami i nożami pędząca z wrzaskiem by zabić małą kobietę. Uśmiechnęła się przez łzy, mogła jeszcze im pokazać na co ją stać, tylko po co? Wiedziała jaki jest jej koniec i nie zamierzała walczyć z nieuniknionym, a tym bardziej zabierać ze sobą któregoś z tych prostaków na nową lepszą drogę (wiedziała to na pewno). Teraz była gotowa. Odwróciła się stanowczo w stronę szaleńczo pędzącej bandy i uśmiechnęła szyderczo, szeroko, jak przystało na kogoś kto zyskał miano wiedźmy. Jeden głupi uśmiech a już wprowadziła zamęt w tej śmiesznej gromadzie, część dosłownie potknęła się o własne stopy podcinając się wzajemnie przekoziołkowała w dół. Wszystkich niestety nie dało się tak łatwo zbić z tropu. Trudno, pomyślała, to i tak tylko pył. Bez lęku zwróciła twarz w stronę słońca spokojnie górującego nad wzburzonym morzem – żegnaj życie – powiedziała cicho w dal, a zaraz dodała głośniej – Witaj życie! W tej samej chwili z nadzieją skoczyła w wodnistą przepaść. (więcej…)

KOLOROWA BAŃKA MYDLANA

Author: Magdalena Janczewska

Szła wolno polną dróżką a w głowie jej brzmiały setki myśli, istota ludzka tak 800px-Soap_bubbles-jurvetson[1]pochłonięta sobą, zagadkami życia swojego, że nie dostrzegała niczego wkoło. Wydawała się tak samotna dla świata patrzącego na nią zdziwionymi oczami, przecież tu była a jednak jej tu nie ma, zasłoniła się, odgrodziła szczelnie kotarą spraw, wymyślnych teorii i kształtów tworzących obrazy jak żywe, a wszystko to razem tworzyło jej własny świat, który otaczał ją szczelnie niczym bańka mydlana, nadmuchana przez dziecko bawiące się mydliną. Świat już nieraz obserwował ludzkie istoty kroczące w swoich mydlanych bańkach, a w jego starych mądrych oczach zawsze pojawiało się pełne miłości, delikatne, nie nachalne pytanie, kiedy spojrzysz na mnie ukochana siostro moja? Kiedy dojrzysz, że spokrewnieni jesteśmy, razem, że sama nie jesteś. (więcej…)

schody do nieba

Stała przyobleczona światłem niczym suknią w krainie miłości, światła i ciepła. Była tu już wiele razy, czuła to. Nie po raz pierwszy spoglądała w oczy wieczności ciesząc się ich blaskiem i radując nieskończoną różnorodnością. Wszystko było tu doskonałe, takie jakie marzyła by było, dokładne odzwierciedlenie jej nieba. Aniela stała we własnym raju i raz po raz wzdychała cichutko, jakby coś niedostrzegalnie uciskało jej świetliste wrażliwe serduszko. Świat będący jej nieodłączoną częścią skrzył się miliardem rozszczepionych diamentów w porannym słońcu. Każde pragnienie jej serca było rozkazem spełnionym w jednej chwili. A jednak, a mimo to, Aniela całą sobą zapragnęła czegoś spoza jej własnego wspaniałego raju. Miała tu wszystko, to prawda, ale czegoś brakowało. Już od jakiegoś czasu nie radowała się śpiewem rajskich ptaków i nie podziwiała doskonałej natury stworzenia. (więcej…)

OBRAZ DUSZY

Author: Magdalena Janczewska

 

Zobacz obraz w pełnych rozmiarach

Andrea jakoś dziwnie się czuła w swoim codziennym ubraniu, miała wrażenie, że coś się zmieniło, tylko nie potrafiła dokładnie określić co. Przyjrzała się sobie w lustrze, jak zawsze, ciekawa kto spojrzy na nią z drugiej strony, ta twarz i oczy, czy kiedykolwiek pozna je dogłębnie, rozszyfruje ich tajemnicę? Wokół niej świat się zmieniał nie chcąc zatrzymać się ani na chwilę, choć czasem tak bardzo by tego chciała. Nie rozumiała dlaczego tak trudno ludziom pogodzić się ze zmianami, dlaczego łatwiej nie przyjmują kolei losu? Ona sama za każdym razem czuła paraliżujący strach kiedy życie zaskakiwało ją i zmieniało kompletnie jej wyobrażenie na temat przyszłości. (więcej…)