Archive for Lipiec, 2008

Opowieści stare jak świat II

Author: Magdalena Janczewska

„O przegrywaniu”

Był sobie mężczyzna, dzielny, piękny i młody. W młodości swej upatrywał bezkres istnienia, nie miał strachu przed niczym, bo był młody, nie znał rozpaczy ani smutku wielkiego. Żył dla dnia dzisiejszego, tak jak ty wędrowcze. Zmieniłeś się od dnia wczorajszego, posłuchaj historii młodzieńca do ciebie podobnego, kto wie, może nawet się polubicie… Adrian było mu na imię. Nieustraszony był, a ludzie często podziwiają takich. Jego siła jednak brała się z niewiedzy a nie mądrości, przeto nie sprawdziła się w życiu, ale nie będę wyprzedzać jutra. Miał on wiele miłości w życiu swoim ale tylko jedna była mu najdroższa, ta, której nie mógł mieć. Brzmi znajomo? Ludzie często pożądają tego czego dostać nie mogą, a gdy to już otrzymują, wtedy zdobycz traci swój niepowtarzalny blask. Adrian uwielbiał polowania, każda nowa zdobycz, była potwierdzeniem jego wartości. Poszukiwał swojej wielkości nieustannie, w nowych konkurencjach, grach i zdobyczach. Wielkość swoją mierzył miarą dość nietrwałą, gdyż szukał jej na zewnątrz a nie w sobie. A jak wiesz wędrowcze, wszystko się zmienia i nawet najpiękniejszy puchar z czasem rdzewieje. Jedna była tylko dziewczyna, którą pragnął a nie mógł mieć. Trudno sądzić czy chciał ją mieć bo nie mógł czy dlatego, że ona go nie kochała. Równie trudno było młodzieńcowi pojąć dlaczego ktoś mógłby go nie kochać, przecież udowodnił już nieraz, że nie ma lepszego od niego do pokochania. W całej osadzie nikt nie mógł i nawet nie chciał się z nim równać, a ona jedna uparcie odmawiała mu tej racji. Tak, bo Adrian zawsze miał rację, a świat po prostu musiał się z nim zgadzać. Ewelina jednak oddała już swoje serce innemu, i żadne nowe zwycięstwa na polu chwały nie mogły jej przekonać.
Zastanawiasz się po co mu była ta dziewczyna? Może gdyby on sam zadał sobie choć raz takie pytanie, zatrzymał się w biegu po kolejny ‘puchar’ i zapytał czy naprawdę go potrzebuje, jego losy mogłyby się potoczyć inaczej. Ale Adrian biegł dalej zaślepiony swoją chciwością. Wymyślił sobie, że wygra dziewczynę w ‘uczciwych’ zawodach, choć doskonale wiedział że był niepokonany. Ukochany Eweliny słusznie przyznał iż żadne życie nie należy wyłącznie do niego, więc nie może nim rozporządzać, ale chętnie zgodził się udać ze swoim przyjacielem-bohaterem na polowanie.
Zakończenie stare jak świat powiadasz? Pozwól, że cię zapytam wędrowcze w takim razie, czy sądzisz, że Adrian planował morderstwo z zimną krwią? Czy zabił swego przyjaciela z dzieciństwa nie myśląc nawet o tym co czyni, a może nie chciał go zabić tylko nie potrafił uznać własnej porażki? Jak było naprawdę? I czy to robi jakąkolwiek różnicę? Widzę, że oniemiałeś na chwilę chłopcze. To dobrze. Zapamiętaj sobie, że nic nie jest takie samo jak zawsze, jak zwykle… To tylko ludzie mają tendencję do uogólniania, do pomniejszania znaczenia czegoś czego pojąć nie potrafią lub się boją.
Tak, Adrian zabił przyjaciela, gdyż nie mógł znieść myśli o własnej słabości. Nie przyszło mu do głowy, że jego największą słabością była nieumiejętność godnego przegrywania. Jego całe dalsze życie stało się potwierdzeniem tej prawdy. Wszyscy przyjaciele uwierzyli mu, że to był wypadek, bo po cóż ktoś tak wspaniały i silny miałby zniżać się do takiej niegodziwości. I tylko ona jedna wiedziała jak było. Ewelina została żoną Adriana i do końca ich wspólnego życia, dzień po dniu udowadniała mu, że jednej rzeczy nigdy mieć nie będzie, jej serca. Im bardziej Adrian się starał odkupić swoje winy miłością do dziewczyny, tym bardziej ona go odpychała. A gdy dłużej już nie potrafił tkwić samotnie na tym dnie rozpaczy, wyznał jej prawdę, a wtedy ona zdobyła się na akt litości i pozwoliła mu odejść. I tak Adrian opuszczał swoją osadę, zgięty wpół, opierając się ciężko na starej lasce. Zgrabiony stary człowiek o pustym, przegranym spojrzeniu budził litość wśród wędrowców, z których żaden nie potrafił rozpoznać w nim dawnej świetności…nawet on sam.
Nie podobało ci się zakończenie? Nie smuć się wędrowcze. Ty umiesz przecież przegrywać, a teraz już wiesz, że nie każda przegrana jest zła. Uśmiechnij się więc i znoś je godnie, bo z każdej płynie nauka, a to rzecz naprawdę bezcenna…
Do zobaczenia na następnych dróg spotkaniu.

Wiara, nadzieja, miłość

Author: Magdalena Janczewska

Kochać? Miłość ci wszystko wybaczy? A co jeżeli wydaje ci się że nie jesteś już wstanie kochać, że nie ma w tobie ani krzty dobrej woli, że już ci nie zależy, a obojętność to jedyne na co cię stać? A dusza wyje i krzyczy na dnie rozpaczy, a ty zatykasz uszy, i marzysz żeby w końcu przestała.
Chciałabym mieć więcej pokory wobec życia i losu, być niczym skała o którą rozbijają się fale a nie jak ten biedny liść którym targają na wszystkie strony przy najmniejszym podmuchu wiatru. Mam dość robienia tego co słuszne, co właściwe. Nie chcę już dłużej zadawalać życzeń innych w imię ‘mniejszego zła’. Chcę czuć się wolna! Chcę być sobą. Denerwuje mnie nawet to, że nie wiem co to znaczy. Być sobą! A właściwie kim ja jestem teraz? Czy będąc taką jaką ludzie chcą mnie widzieć, jaką mnie akceptują, jestem naprawdę sobą? Dlaczego zawsze musimy wszystkich i wszystko zmieniać? Według czyjej miary mierzymy jakość życia, jakość bycia lepszym lub gorszym? Bóg nie narzuca mi swojej wizji mojego życia, daje mi wolną wolę i wolny wybór, to jakim prawem pytam, inny człowiek może mi narzucać swoją wolę? Nie pozwolę! Muszę bronić tego ostatniego bastionu jaki mi został, mojej tożsamości, bez niej jestem nikim, tylko kopią, odbiciem innych układanek ludzkich. Miej odwagę walczyć o to co najcenniejsze w życiu, o siebie. To prawda znana nie od dziś, ale odwaga jest towarem deficytowym w moim sklepie. Półki świecą pustkami, a ja nie wiem jak wydobyć nowe jej pokłady.
Wiara. Nie wiem jakbym sobie dała radę bez niej. Pewnie już by mnie tu nie było. Jestem tu i teraz tylko dzięki Bogu, bez Jego wsparcia już dawno bym się poddała, ale On mnie prowadzi i wypełnia światłem kiedy nic już nie widzę przed sobą i wtedy widzę że światło jest we mnie, a nie na zewnątrz , a Bóg je zapala. Tęsknię za domem. Jakże często moje serce ciągnie w stronę domu, tego prawdziwego, które tylko ono potrafi rozpoznać swoimi oczami. Być na łąkach roześmianych, kapać się w zapachach i czuć się w całości we właściwym miejscu, w jedności. Wszystko to przede mną, i za mną. A dziś jeszcze trzeba zakasać rękawy i zapracować na swoje szczęście. Odwagi człowieku, odwagi…
O szczęściu mówi się wiele, czasem zdaje mi się że to takie słowo mit, a czasem, że to fatamorgana, która znika gdy się za blisko podchodzi, i znów pojawia się za horyzontem jutra, ale nigdy dziś, nigdy teraz kiedy jej najbardziej potrzebuję. A zatem ułuda czy nie? Na pewno jest to stan ulotny, ale jednak możliwy do uchwycenia. Odnaleźć szczęście w nieszczęściu to odkryć sekret fatamorgany. To rozbić sobie kolano jako dziecko i otrzymać cukierka na pocieszenie. A nauka z tego płynie taka, że jak zwykle to bywa nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło. Czas otrzeć łzy i poszukać tego dobrego. Zawsze się coś znajdzie jak się przyłożysz. A jeżeli ci się nie chce, cóż wolna wola, jak zawsze.

Opowieści stare jak świat I

Author: Magdalena Janczewska

Z szeptu stęsknionego serca powstaje twój świat, niepewny jeszcze, jeszcze chwiejny, ale twój. Powoli wyłania się obraz osoby jaką chcesz być, bo musisz wiedzieć mój drogi przyjacielu, że to kim jesteś to zupełnie co innego niż to kim chciałbyś być, a przynajmniej w naszych czasach trudno o jednoznaczność obu tych pojęć. Ale nie o tym chciałam dziś ci opowiedzieć, lecz o pieśni starej jak świat, a może jeszcze starszej… Słyszysz szum gałęzi drzew? One wołają cię wędrowcze utrudzony, byś spoczął pod ich konarami w swej niełatwej podróży przez życie. Wysłuchaj opowieści o zapomnianym świecie i nigdy nie kończącej się miłości. Pod tym samym drzewem, pod którym teraz siedzisz ty rozkoszując się chwilą wytchnienia, siedziała wtedy młoda dziewczyna, równie spragniona marzeń co ty. Dziwisz się? Myślisz, że ludzie dziś nie marzą, nie tęsknią za lepszym światem i miłości spełnieniem? Mylisz się. Marzą i tęsknią jeszcze bardziej niż niegdyś, bo serca ich są dziś spragnione uczuć niczym pustynia wody… Tak więc dziewczyna ta marzyła i siłą swych pragnień przyciągała do siebie losu spełnienie. Miała jedno proste życzenie, chciała kochać i być kochaną. Naiwne powiesz to życzenie, ale czy można chcieć czegoś piękniejszego? Dziewczyna siadywała co dzień pod tym samym drzewem wsłuchując się w szept wiatru i nowiny z dalekiego świata. Wierzyła całym sercem swoim, że pewnego dnia na horyzoncie jej świata, tam gdzie drzewa spotykają się z niebem pojawi się On i przyniesie jej swoją miłość. Widzę sceptycyzm na twojej pięknej twarzy. Tak, masz rację, dziewczyna nie zastanawiała się co będzie potem, ale też i po co miała to robić. W jej wyobrażeniu nie było miejsca na inne doświadczenia losu, miłość była jej jedynym celem. A kochała swoje marzenie tak żarliwie, że gwiazdy i słońce i niebo zapaliły się płomieniem od tego żaru i nie mogły być dłużej obojętne. Wiatr szybko i chętnie rozniósł tę nowinę, bo dobre wieści zawsze szybko się rozchodzą i wkrótce cały świat szeptał o dziewczynie, której serce przepełnione jest żarem miłości, która rozświetla niebo. Śmiejesz się? Wydaje ci się dziwne, że świat odpowiada na nasze wołania? A mnie wydaje się zabawne, że wierzysz w swoją samotność w świecie. Ale każdy może wybierać w co chce wierzyć.
Marzenie dziewczyny tak się światu spodobało, że każde drzewo, każdy krzew, każda rzeka i każdy promień słońca dokładał swych starań by się ziściło. A gdy niebo i ziemia pracują wspólnie dla jednego celu nic nie może ich zatrzymać. Nie minęło dni kilka kiedy z lasu gdzie korony drzew stykają się z horyzontem wyłonił się On, gnany niejasnym przeczuciem i pragnieniem silniejszym niż wszystko co dotąd chciał. Nie wiedział dlaczego z takim utęsknieniem parł do przodu dzień i noc pchany przez niewidzialne dłonie. Wiedział tylko, że serce jego nie zazna spokoju dopóki tam nie dotrze. Tęsknota serca jego, przywiodła go nieomylnie tam, gdzie trafić musiał i kiedy zobaczył to miejsce, to drzewo i tą dziewczynę, łzy wdzięczności popłynęły z jego oczu. Dziękował po stokroć swojemu sercu, że go tu przywiodło.
Widzę uśmiech pełen ironii, nie patrz tak na mnie drogi wędrowcze, to jeszcze nie koniec, choć już blisko…
A cóż ona na to? Czy jej serce skoczyło w owacji radości na widok tak utęskniony? Pewnie myślisz, że pobiegła czym prędzej i oplotła swe szczęśliwe dłonie wokół szyi jego. Cały świat zamarł na chwilę w milczeniu, w oczekiwaniu na ten jeden gest. A dziewczyna po prostu wstała i jak co dzień odeszła w oczekiwaniu na nowy, lepszy dzień.
I co było dalej? A cóż mogło być. Gdy się kocha własne wyobrażenie o miłości od niej samej, nie zauważysz prawdziwego uczucia gdy pojawi się tuż przed twoimi oczami. A on? Nigdy już nic chciał słuchać głosu swego serca przekonany, że go zwiodło i omamiło. A dziewczyna nadal przychodziła pod to samo drzewo każdego następnego dnia, a jej wiara słabła z każdym rokiem, i gwiazdy wydawały się tracić swój blask, a słońce nie było już tak piękne jak kiedyś, gdy była młoda i pełna nadziei. Nie rozumiała dlaczego cały świat się sprzysiągł przeciwko niej. Czym ona sobie zasłużyła na taki los? Dziewczyna nigdy nikogo nie pokochała, a winą za swoje nieszczęście obarczyła nieprzyjazny świat. Nigdy też jej nie przyszło do głowy by zadać sobie odwrotne pytanie: Co w życiu swoim uczyniłam by sięgnąć po swój wymarzony los?
A ty wędrowcze? Widzę, że w końcu zdobyłam twoją uwagę. Niestety to już koniec tej opowieści, ale twoja nadal trwa, i zakończenie możesz dopisać sam, tylko upewnij się wcześniej czy naprawdę chcesz ziszczenia tego marzenia zanim zaczniesz czarować nim świat.
A teraz ruszaj w swoją drogę, bo czas ucieka a jeszcze tyle marzeń przed tobą czeka. I nie martw się, ja tam będę za następnym zakrętem, gdy będziesz mnie potrzebować, z następną opowieścią na twojej drodze. Utulę serca twojego głos…